Miasto Potępionych

Grupa cyrkowców podróżuje po okolicach Mordheim, gdzie uderzyła kometa, i co chwilę pakuje się w różne tarapaty.

System

  • System RPG: Warhammer Fantasy Roleplay 2.0
  • Setting: początek roku 2000 kilka miesięcy po uderzeniu komety w miasto Mordheim

Gracze i postacie

  • Mistrz gry: Gandalf Szalony
  • Limit graczy: 3
  • Grają:
    • Cyber Killer - Ulrich - berserker z Norski
    • Matrixs - Eckhardt - cyrkowiec/szarlatan
    • MaQ - Lothar - żołnierz okrętowy

Zapis wydarzeń z sesji

Sesja z dnia 2012-11-27

Ulrich wyruszywszy z Norski dołączył do trupy cyrkowej w Middenheim, gdzie zaproponowano mu posadę ochroniarza. Razem z trupą zwiedzili kawał Imperium, aż ich kroki zawitały do Menshenfresserhoffen, niewielkiego miasteczka w Ostermarchii na północ od miasta Mordheim. Tam odpoczywali w gospodzie po kolejnym udanym występie. W trakcie imprezy, którą zasponsorował szef trupy cyrkowej Rutger, do sali wszedł elegancko wystrojony człowiek w asyście dwóch strażników. Podczas swojej rozmowy z karczmarzem Hansem, Ulrich z Eckhardtem zauważyli, że karczmarz ukradkiem wskazuje ich nowoprzybyłemu. Człowiek tenże po chwili opuścił gospodę. Zmęczeni cyrkowcy udali się na spoczynek. W nocy Ulricha zbudził hałas za drzwiami. Próbował otworzyć drzwi, ale było ciemno i nie chciały się w całości otworzyć, więc pozostawił sprawdzenie co było za nimi do rana. Bardzo wczesnym rankiem wszystkich zbudził krzyk córki karczmarza. Okazało się, że to ich szef leży nieżywy pod drzwiami. Eckhardt, wybrany jako nowy szef trupy, udał się z Ulrichem do pokoju karczmarza, który poprosił ich o ciche pozbycie się ciała, gdyż pojawienie się wieści o trupie w karczmie spowodowałoby jej zamknięcie na dłuższy czas. W zamian zrezygnuje z opłaty za wczorajszą biesiadę, którą miał zapłacić szef trupy.

Ulrich z Eckhardtem udali się do świątyni Shallya'i. Tam dowiedzieli się, że kapłanki odprawią modły za opłatą, której niestety nie posiadali. Dalej postanowili udać się do grabarza, który mieszkał poza miastem, aby pochował ciało, ale okazało się, że bramy jeszcze nie otwarto. Strażnicy przy bramie zaciekawieni po co im tak z rana spieszno do grabarza zwrócili się z pytaniem do Eckhardta, który opowiedział o trupie w gospodzie (!). Zaintrygowani strażnicy udali się natychmiast do gospody sprawdzić sprawę. W międzyczasie ciało wrzucone zostało do beczki po winie, w celu jego transportu. Wzbudziło to podejrzenie strażników. Przeprowadzili oni dochodzenie na miejscu, przepytali świadków oraz przeszukali ciało. Ulrich z Eckhardtem zauważyli podczas rozmowy strażników, że znaleźli oni przy ciele jakiś papier oraz małe pióro. Zaniepokojeni znaleziskiem strażnicy udali się do pokoju gospodarza na rozmowy, nakazując Eckhardtowi, zajęcie się ciałem. Tenże wraz z Ulrichem sprawdzili ciało szefa, ale nie znaleźli żadnych pieniędzy, które dzień wcześniej zarobili. Eckhardt zwrócił się do swojej trupy o zrzutkę na pochowanie szefa. Jednakże nie dość, że ich nie dostał to jeszcze przestał być szefem cyrku. Nowy szef zarządził natychmiastowy wyjazd, co też skwapliwie wszyscy wykorzystali, zostawiają ciało byłego dowódcy na stole w gospodzie, wściekłego gospodarza bez zapłaty i strażników ze zdziwioną miną. Uciekając podążyli na południe w kierunku Mordheim, na który niedawno spadł gniew Sigmara…

Sesja z dnia 2013-02-06

Tak więc po opuszczeniu miejscowości Menshenfresserhoffen trupa teatralna ruszyła do miasta Kiel.

W czasie podróży grupa cyrkowców została pewnej nocy napadnięta przez chmarę goblinów.W ekipie która wzięła czynny udział w potyczce wsławił się Eckchardt, Brutal i ochroniarz. Po starciu okazało się że trzy osoby z trupy cyrkowej zginęło zaś dwie osoby zaginęły. Rzecz jasna na poszukiwania ruszył ochroniarz i Eckhardt lecz z powodu złej widoczności przerwano poszukiwania.Wyznaczono warty dla bezpieczeństwa (Brutal, Eckhardt, ochroniarz, Rudi).Pierwszą warta przypadła na Eckhardta i Tudiego. W czasie pilnowania odnalazły się dwie kobiety zaginione. Druga zmiana była spokojniejsza.Kiedy nastał ranek pochowano osoby które zginęły. Potem pośpieszny posiłek i wyruszyli w dalszą drogę. Tak też dojechali do Seuthes tam mimo nadziei na zarobienie oraz występ zostali pogonieni przez miejscowego hrabiego. Hrabia nakazał im, a żeby opuścili miasto.

(note od CK: poprawiłem ciut ortografię)

Sesja z dnia 2013-03-26

Skrótowo: Wyjazd z Seuthes, połączenie sił z Zygfrydem, podróż przez las.

Sesja z dnia 2013-05-21

Skrótowo: Podróż przez las, wjazd do Sitlakes, epicka bitwa z nieumarłymi.

Sesja z dnia 2013-08-28

Zaraz po opadnięciu bitewnej kurzawy w Sitlakes nasi bohaterowie zabrali się do zwyczajowych czynności godnych prawdziwych podróżników, tzn dobijania rannych i grabienia zwłok :-). Nie mogli niestety zbyt długo kontynuować tego zajęcia ponieważ po chwili zostali otoczeni przez grupę wielkich psów(?), po czym wyszedł im na spotkanie człowiek (dobrze ubrany chociaż trupio blady na twarzy) podający się za burmistrza tego miasta. Emanował od niego nieprzyjemny chłód, do tego stopnia że Siegfried padł z zimna na ziemię. Wywiązała się krótka rozmowa podczas której 'burmistrz' zapewnił przybyszów iż zachowali się wielce niestosownie mordując gubernatora i strażników miasta, ale jest skłonny wybaczyć to przewinienie w zamian za przysługę. Ulrich i Eckhardt mają dostarczyć pewien osobliwy miecz (jelec miał wyglądać jak skrzydła gołębia) znajdujący się w 'opuszczonej' twierdzy oddalonej kilka dni drogi na wschód od miasta. Nie mając wielkiego wyboru obaj się zgodzili na te warunki, Eckhardt jeszcze postanowił oddać swoją duszę (sic!) w zamian za jakieś nieskonkretyzowane specjalne umiejętności. Ulrich od tego momentu zaczął na prawdę poważnie obserwować Eckhardta, ponieważ wpływ chaosu na tego człowieka staje się coraz większy i większy. Brutal i Siegfried mieli zostać w mieście do czasu ich powrotu za tydzień.

Bez wielkich kłopotów wydostali się z miasta, nieumarli przestali ich atakować (a Eckhardt zauważył, że słyszy jakieś głosy w swojej głowie, 'chaos!' - stwierdził Ulrich). Szli na przełaj poprzez pagórkowaty teren, Ulrich ledwo żywy od ran odniesionych w walce w mieście, a Eckhardt zaskakująco żywotny (chociaż z jakiegoś powodu zaczął unikać światła słonecznego). Nieopodal miasta w ukryciu przeczekali aż minie ich patrol nieumarłych, Eckhardt znowu usłyszał głosy ('chaos!' - stwierdził Ulrich). Pomimo że obaj nie znali się na sztuce przetrwania to jednak jakoś dali radę. Eckhardt kompletnym przypadkiem odkrył w sobie całkiem duże umiejętności łowieckie, ale Ulrich nie docenił ich po tym jak na jego oczach ów obdarł królika żywcem ze skóry ('chaos!' - stwierdził Ulrich).

Drugiego (czy może to było pierwszego? Upływ czasu stał się trudny do zmierzenia na skutek rozkojarzenia po bitwie.) dnia dotarli do zamieszkałej chaty. Mieszkał tam wiekowy (jak się później okazało, jest to dość dosłowne określenie) mężczyzna o imieniu Nolan, który miał dziwną manierę odnoszenia się do siebie w trzeciej osobie. Zgodził się przyjąć wędrowców w gościnę, niemniej z miejsca zaczął nimi dyrygować do pomocy w przyrządzeniu strawy (w efekcie sami niemal wszystko zrobili). Po kolacji przy rozmowie wyszło że Nolan ma dużą wiedzę o okolicy, poszukiwanej twierdzy i wielu innych ciekawych sprawach. Jak dowiedział się o celu wędrówki to zechciał ruszyć w dalszą drogę z wędrowcami, a Ci przystali na tę propozycję (ważne info: twierdza jest widoczna tylko w nocy, ten kto wysłał po miecz nazywa się Vaskein i ma 600 lat(!), dziad Nolana u niego służył). Wieczór zakończyli popijawą, trunki jakie Nolan miał w swojej piwnicy powaliły swoją mocą nawet Ulricha, gdyż nawet w Norsce tak mocnych nie warzą.

Następnego dnia ruszyli w drogę, trunki okazały się mieć moc leczniczą tak przy okazji, więc Ulrich czuł się bardziej na siłach, zabrał ze sobą resztę zawartości butelek. W południe zatrzymali się na postój, zjedli i znowu popili, tym razem jeszcze mocniejsze trunki Nolana (Eckhardt nawet nie zdążył popić, sam zapach go tak odurzył że usnął). Obudzili się w środku nocy i ruszyli dalej w drogę spodziewając się natrafić lada moment na twierdzę (tu wyszedł fakt źle obliczonego czasu podróży). Twierdzę znaleźli o świcie, akurat jak znikała z pola widzenia. Obozowali nieopodal cały dzień i wieczorem zabrali się do przeszukiwania.

Twierdza była sama w sobie jedynie jakiegoś rodzaju fantomem, półprzezroczysta, żadnych obiektów nie dało się poruszyć, po schodach w dół nie dało się zejść, ponieważ była tam po prostu ziemia. Rozdzielili się aby szybciej ją przeszukać, po jakimś czasie Nolan gdzieś zniknął, a za to znalazła się wykopana dziura w ziemi pod jedną z wież. Weszli tam i znaleźli Nolana pogrążonego w odprawianiu jakiegoś czaru. Po drobnej przepychance, na której szczęśliwie nikt nie ucierpiał, Nolan powiedział że on również został wysłany przez Vaskein'a, aby im pomóc w poszukiwaniu, i miecz się znalazł. On sam go dostarczy Vaskein'owi i nie pozwoli bohaterom nawet dotknąć tego miecza, a Ci mając jeszcze przed oczami drobny pokaz możliwości sędziwego człowieka postanowili mu nie przerywać i wrócili do miasta.

W mieście na rynku spotkali się z Vaskein'em, który rzeczywiście miał przy boku poszukiwany miecz, jednakże nie był zadowolony. W jego opinii zadanie nie zostało wykonane, więc oddaje towarzyszy postaci w formie zombie, a im samym poleca opuścić miasto. Obaj sprintem ruszają przez ulice do sobie znanego wyjścia przez wyrwę w murze obronnym, a za nimi goni chmara nieumarłych. Udaje się im wybiec z miasta, ale pościg nadal trwa…

Sesja z dnia 2013-10-16

Wielki-generał-floty wysłał mnie, Lotara - żołnierza okrętowego, na północ żebym sprawdził pogłoski o pożarze miasta Sitlakes. Po drodze zatrzymałem się na nocleg w karczmie „pod krzywą butelką” w mieście Rhebulas.

Następnego dnia wczesnym popołudniem spotkałem na drodze dwóch uciekinierów z Sitlakes. Jeden z nich to jakiś barbarzyńca a drugi błazen. Sądząc po ich stanie musieli uczestniczyć w jakiejś utarczce. Zgodnie z ich relacją miasto zostało spalone a wewnątrz panują nieumarli. Bredzili coś także o wozie i trupie cyrkowej niestety nic nie widziałem po drodze. Z dobroci serca a także z powodu ułatwienia mojej misji (nie będę przecież nadstawiał swojej głowy na nadmierne niebezpieczeństwo) postanowiłem pomóc tym łachmytom. Podzieliłem się swoim prowiantem i spirytusem :P przejąłem też „psią” nocną wartę.

W nocy błazen zaczął się rzucać i wstawać - na szczęście udało mi się go związać. Chwilę później zostaliśmy zaatakowani - jestem pewien że to ten dotknięty chaosem trefniś ściągną na nas niebezpieczeństwo. Specjalnie dbałem o ukrycie naszego obozu przed postronnymi a on wszystko popsuł hałasując w nocy.

Nie jestem spostrzegawczy z nocnego szumu nie udało mi się wyłowić odgłosów skradających się wrogów, zostałem zaskoczony. Samotnie toczyłem nierówną walkę z trzema szkieletami tymczasem Urlyk (bo tak ma na imię norsk) odwiązywał błazna. Udało nam się pokonać wrogów niestety podczas walki odniosłem poważne rany. Próba ich uleczenia przez Urlyka skończyła się niepowodzeniem - widocznie „nie miał szczęścia”.;>

Zamiast ruszać jak najszybciej i przed zmrokiem być w ciepłej karczmie Rhebulas Urlyk mnie spoił.. leżałem nieprzytomny aż do wieczora. Trzeba przyznać że sen mi pomógł - wstałem w znacznie lepszej kondycji. Postanowiliśmy bezzwłocznie ruszać w drogę. Nad ranem dotarliśmy do bram miasta.

Zdałem raport u burmistrza o swoich odkryciach w Sitlakes. Dał mi do zrozumienia że mogę liczyć na jego pomoc w dalszej podróży do Kiel (postawił mi śniadanie!). Ponownie wybrałem „pod krzywą butelką” - następnym razem nie popełnię tego błędu. Karczmarz mnie oszukał - chciałem się zabawić i zamówiłem prostytutkę która jednak okazała się płocha wsiową dziewoją i uciekła. Będę próbował odzyskać te pieniądze.. tak czy inaczej…;>

Sesja z dnia 2014-01-22

Rano udało mi się przemówić do rozsądku karczmarzowi i otrzymałem z powrotem moje pieniądze. Burmistrz dotrzymał słowa i wspomógł nas w podróży do Kiel w zamian za małą przysługę… Miałem przekazać wieści o tym co się dzieje w Sitlakes burmistrzowi z Kiel i prosić o pomoc dla Rhebulas. Poprosił także o dostarczenie tajemniczych kryształów z Mordheim (miasto potępionych).

Zastanowię się jeszcze nad tą misją, udając się w dalszą drogę z Kiel do Essen mam i tak po drodze, no i dobrze płaci.. 100zł/szt hemm..

Dla bezpieczeństwa postanowiłem przygarnąć Barbarzyńcę i Trefnisia. Barbarzyńca to Ulrich a trefniś zwie się Eckhardt przez C - cokolwiek by to znaczyło. W końcu ja jestem LoTar przez t.. przynajmniej tak kwitowałem odbiór 3 koni i 49 szt złota.. oraz hem.. a tak, koszuli kolczej miecza i chełmu - w Kiel..

Po drodze do Kiel nocowaliśmy w przydrożnej karczmie gdzie spotkaliśmy Yansa. Yans to bardzo dziwna postać. Z początku wydał mi się podejrzany, wydawało mi się że nas śledzi. Na szczęście (dla Yansa!) Urlyk przypomniał sobie że go gdzieś widział. Okazało się że współpracował z byłym szefem moich towarzyszy i to dlatego się nam dziwnie przyglądał. Chłopacy wyjaśnili sobie niektóre wątki dotyczące śmierci ich poprzedniego pracodawcy. Z tego co zrozumiałem przy ciele znaleziono piórko gildii zabójców z Kiel ale ponieważ ich szef szpiegował dla tej gildii to ktoś inny go sprzątnął. W zamian za informację o aktualnych wydarzeniach w Mordheim, Yans obiecał pomóc wyjaśnić tą sprawę. Podzielił się też aktualnymi plotkami.

Wygląda na to że podróż może być niebezpieczniejsza niż się wydawało: nieumarli, orki, awanturnicy.. wszyscy ciągną do miasta potopionych jak mucha do gnoju.. Trzeba będzie opracować bezpieczniejszą strategię, nas trzech to może być za mało.

Yans pomógł nam też w Kiel, dzięki niemu wjechaliśmy po zmroku do miasta i znaleźliśmy CUDOWNY przytulny lokal :P (jedyna wada to cena ;/). Po nocy spędzonej na uciechach udałem się do miejscowego ratusza. Sumiennie wypełniłem pierwszą część misji. W zamian za obietnicę próby zdobycia kryształów udało mi się uzyskać wspomniany wyżej ekwipunek. Przy okazji dowiedziałem się nieco więcej o samych kryształach. Czarne kamienie lekko świecące w ciemności. Niestety mój pierwotny pomysł z podróbką spalił. No bo jak podrobić świecenie w ciemności?!?

Towarzysze w międzyczasie znaleźli kram zbrojmistrza. Za pieniądze od burmistrza z Rhebulas i dzięki znajomości z miejscowym karczmarzem/burdel-tatą udało się nam uzupełnić rynsztunek. Dobrze wyposażeni i wypoczęci ruszamy w dalszą drogę.

Sesja z dnia 2014-04-30

W drodze z Kiel na południe bohaterowie zatrzymują się przejazdem w Tauer, gdzie decydują się pomóc Johanowi, starcowi z pobliskiej wioski. Ich myśliwi ruszyli do lasu i nie wrócili, a ludzie widzieli rozerwane zwierzęta. Trzech towarzyszy ruszyło do tego lasu, napotkali ogromne muchy, a w drodze powrotnej zgubili drogę i trafili do leśnej osady Warden. Miejsce to było utrzymywane odcięte od reszty świata za pomocą ofiar dla demona z jeziora, które składał kapłan Raskan. Bohaterowie zabili demona z pomocą tego kapłana, a następnie wrócili do wioski koło Tauer i stamtąd dalej na szlak.

Sesja z dnia 2014-09-10

Po wyjściu z lasu na szlak ruszyliśmy do Bissendorf. W miasteczku atmosfera nieciekawa, nazjeżdżało się awanturników z połowy imperium. Miejscowi albo siedzą cicho albo uciekają. Gdyby nie interesy i wyższa konieczność (muszę zdać raport mojemu wielkiemu generałowi floty) pewnie bym celowo nadłożył drogi, żeby to miejsce i tą zgraję ominąć… a tak ja biedny… jestem zmuszony z nimi współpracować.

Samo Bissendorf też do bani - niby duże miasto, a znaleźliśmy tylko dwie knajpy. Pierwsza zapchana po brzegi, że nawet na piwo trzeba było czekać. Pełno koksów. Nieprzyjemni jacyś. W drugiej było nam o niebo lepiej. Popiliśmy szczynowate piwko pogawędziliśmy z miejscowym koksem Johanem, właścicielem knajpy i przespaliśmy się na sianie.

Zaplanowaliśmy, że wyjedziemy rano na trakt i zaczekamy na jedną z drużyn koksów, za którymi ruszymy w drogę. Co by ewentualnie pozbierać co się da z poległych złych awanturników i tych co to ich zaatakowali nie narażając swoich cennych głów na niepotrzebne ryzyko. Niestety przy wyjeździe z miasta zostaliśmy zaatakowani. Dzięki odrobinie szczęścia i moim zdumiewającym umiejętnościom (zarąbałem 3 z 4 przeciwników) udało nam się pokonać napastników.

Po załatwieniu formalności ze strażą miejską, na legalu opuściliśmy miasto i schowaliśmy się w krzakach przy trakcie. Jakiś czas później drogą jechał hardcorowy koksu(1) razem z dwoma przydupasami. Kolo podpadł mi w pierwszej knajpie (nie chciał się przesunąć). Zwróciliśmy uwagę, że byli trochę poharatani i wyglądali jak by się śpieszyli. Gdy przyglądałem im się dokładnie kątem oka zauważyłem, że Ulrich dziwnie na mnie patrząc wyciągnął miecz. Jakby chciał mnie zaatakować od tyłu!?! Nie mogę ufać temu dzikusowi!

Zgodnie z planem odczekaliśmy godzinkę i takim samym tempem ruszyliśmy za koksem i jego drużyną. Chwilę potem dogonił nas kolejny koksu Jonas wraz z 5cimo ziomami.. Najpierw chciał nas lać.. potem chciał gonić Koksa(1)… Okazało się, że mieli spięcie w nocy. Przedstawiłem mu nasz plan, w zjadliwej dla tego imbecyla formie, mianowicie: zaproponowałem, że zaczekamy aż koksu(1) posprząta przed nami (będzie poraniony, zmęczony) i wtedy go wspólnie dokończymy. Jonas przystał na to i w ten sposób zapewniliśmy sobie eskortę.

Pełna optymizmu (czy wspominałem że to przygłupy?) drużyna rusza w dalszą drogę.

Sesja z dnia 2014-11-25

(btw: to prawie 2 rocznica startu tej kampanii :-) )

Podróżując parę godzin z ekipą Jonasa, relacje pomiędzy bohaterami i koksami uległy lekkiej poprawie. Jechali umilając sobie podróż dyskusją o płynącym w rzece martwym goblinie. Przed wieczorem zobaczyli przed sobą spalone ruiny niewielkiej wioski. Ulrich, Eckhardt i Lothar udali się na zwiad i stwierdzili że pomiędzy budynkami leżą zwłoki, a w jednym z budynków czają się gobliny, po czym się taktycznie wycofali.

Kilka minut później cała ekipa ruszyła i przeglądnęła wszystkie budynki w wiosce za wrogami, ale nikogo nie znaleźli. Przygotowali miejsce na odpoczynek w jednej chacie i wystawili warty (Ulrich i Lothar na początek). Nie minęło wiele czasu kiedy zostali zaatakowani przez bandę orków i goblinów. W walce zginął Jonas, wielu innych zostało rannych, ale udało się odeprzeć atak. Co przyniesie reszta nocy, nie wiadomo.

Sesja z dnia 2015-01-06

Rankiem wybrano niejakiego Zygmunta, żeby zastąpił zmarłego Jonasa w roli szefa bandy, cała ekipa ruszyła dalej. Pogoda stała się parszywa, rozpadał się deszcz, nawet w oddali uderzały pioruny. Lothar rozmawiał z Ulrichem o postoju, kiedy wypatrzył przerzedzenie w lesie, wszyscy uznali żeby tam się zatrzymać. Nie obyło się bez zwyczajowych podchodów i zwiadu, gdyż była tam murowana strażnica, zniszczona i opuszczona jak się okazało. Lothar i Ulrich sprawdzili teren, potem wraz z Eckhardtem rozbili (zamknięte co ciekawe) drzwi do wieży. Tam sprawdzono też pomieszczenia, zebrano meble na opał, zabarykadowano drzwi i schody na górę. Ulrich wziął pierwszą wartę i ekipa poszła spać.

Po skończonej warcie wyszło, że w zasadzie nie było ustalone kto bierze kolejną, ale Ulrich przekonał na swój sposób jednego z koksów do przejęcia i sam położył się spać (odkrył przy okazji właz do piwnicy, który wcześniej był nie zauważony). Poranek zastał wszystkich w południe(!), gdyż nikt późniejszej warty nie trzymał, Lothar był niemal gotowy bo bójki o to z ekipą Zygmunta, ale Ulrich na szybko zmienił temat i pokazał wszystkim właz do piwnicy. Lothar poszedł oglądnąć konie, a Ulrich zaczął schodzić do piwnicy, z Eckhardtem za plecami i już nawet coś zaczynał widzieć w tym lochu…

Wtedy Lothar zauważył, że większość koni brakuje, a na dziedzińcu zaatakował go jakiś człowiek-kot. Wszyscy wybiegli i pokonano napastnika, Eckhardt swoim zwyczajem musiał zebrać jakiś fragment tego pomiotu chaosu (chaos! stwierdził Ulrich). Lothar wskoczył na konia i zwyczajnie wszystkich zostawił, Eckhardt z resztą po chwili też. Wyjechali kilkadziesiąt metrów i zaczęli strzelać do kolejnego kotoczłeka, po zabiciu jego Eckhardt dał upust swoim krwistym zapędom i poćwiartował zwłoki („mówiłem Ci że chaos” powiedział Ulrich do Lothara). Ekipa koksów była kompletnie skołowana, Ulrich zauważył że doświadczenia wojskowego to oni nie mają za grosz, zebrał swoje graty i ruszył za kumplami.

Po krótkim epizodzie z Eckhardtem który zauważył coś przedostające się przez rzekę (ale tylko on to widział, pewnie to sprawa chaosu, jak stwierdził Ulrich nikomu się nie chwaląc) całą ekipa ruszyła przez las. Lothar zwiadywał na przód, bo zobaczył ślady koni. Wytropił je do rozwidlenia dróg, wraz z Ulrichem konno za nimi pojechali, a reszta poszła piechotą naprzód.

Jechali we dwóch wąską leśną ścieżką, Lothar na przedzie (bo myślał że widzi ślady koni), a Ulrich za nim (żeby mieć pewność że widzi ślady konia :-D ). Zagubione konie odnalazły się na dużej polanie, Lothar chciał je obejść na około pośród drzew, kiedy wypadło na niego trzech kotoludzi. Ulrich zdążył dobiec na miejsce bójki żeby zobaczyć jak Lothar pada bez życia, a i sam nie mógł zadać skutecznego ciosu kotoczłekom. Źle by się ta cała sytuacja skończyła, gdyby nie hałas w lesie i coś wielkiego zmierzającego w ich stronę. Kotoludzie uciekli, Ulrich zebrał umierającego Lothara i pędęm ruszył do ich koni. Konie na polanie też rozbiegły się w popłochu, a przewracając drzewa z lasu wyszedł ogromny troll(!). Troll zatrzymał się na polanie i zjadł jednego z koni, dzięki czemu Ulrich z Lotharem mogli uciec.

Ulrich dogonił pieszą ekipę (która w międzyczasie złapała część z uciekających koni, które akurat pojechały w ich stronę) i nakazał leczyć Lothara. Magicznym sposobem opatrzono mu rany, podczas gdy Ulrich opowiadał co się wydarzyło. Całą ekipa następnie bez przerwy na nocy odpoczynek ruszyła w drogę, nad ranem wyszli z lasu i ich strudzonym oczom ukazały się mury Mordheim… Tu zatrzymali się na odpoczynek.

Terminy

  • Termin następnej sesji: ?
  • Miejsce następnej sesji: stałe miejsce
ostatnio zmienione: 2015/01/08 09:21