Zakopane w ziemi

Blisko skraju puszczy Ba-Adenu leży Druissi. Rzekomo pod jego fundamentami znajduje się coś wartego uwagi, przybywacie, żeby dowiedzieć się co to takiego.

Przygoda w Numenera dla początkujących postaci, na bazie jednej z przygód z podręcznika podstawowego.

System

  • System RPG: Numenera
  • Modyfikacje systemu/settingu/mechaniki: odległości w walce liczone wg siatki, dozwolone rasy poza ludzkie

Terminy i info

  • Termin następnej sesji: zakończone
  • Miejsce następnej sesji: roll20
  • Regularność spotkań: nieregularnie
  • Gdzie koordynowane/metoda kontaktu: forum na roll20

Gracze i postacie

  • Mistrz gry: Cyber Killer
  • Limit graczy: 2/4
  • Grają:
    • Lombardo - Levez - Charming Nano who Wears a Sheen of Ice, znajomy Aslanbeka, który podróżuje z nim do Druissi w ramach zapłaty za przysługę
    • nycek - Vinchiban Zyler - Tough Glaive who Fuses Flesh and Steel, ochroniarz Tyriona
    • 2M1R - Tyrion Lex - Learned Nano who Controls Gravity, prawie zabił Vinchibana wyrzucając go w powietrze
    • Radek od CP - Aslanbek Biel - Intelligent Jack who Lives in the Wilderness, zna prawdziwą naturę Vinchibana i czuje dla niego litość
    • Murzyn - Aafasi Akrajap - Swift Glaive who Wields two Weapons at once, partner sparringowy Vinchibana

Zapis wydarzeń z sesji

Sesja z dnia 2016-02-29

Zapoznanie z systemem i tworzenie postaci.

Sesja z dnia 2017-01-24

Poszukiwacze docierają do Druissi, miasta pobudowanego na jakiejś starożytnej ruinie, która dawała stabilne ogrzewanie. To przestało działać w ostatnim czasie, od trzęsienia ziemi kilka miesięcy wcześniej. Burmistrz poszukuje kogoś kto rozwiąże problem, bo zamiast ciepła, są okresy kiedy jest po prostu mróz. W drodze na spotkanie z burmistrzem, postacie napotykają członków kultu Hozai, którzy wieszczą koniec świata, ale inni mieszkańcy raczej mało na nich zwracają uwagę.

Burmistrz Samar Torus, oferuje 300 shins za naprawienie problemu (temperatura oraz dziwny pomarańczowy płyn wydobywający się tu i ówdzie), również wspomniał że Hozai zaleźli mu za skórę i nie obraziłby się gdyby coś się przytrafiło ich przywódcy. Po wyjściu z budynku, bohaterów zagadnął dość narzucający się gość, powiedział że nazywa się Geirn i prosi o uratowanie jego żony, która rzekomo została porwana. Po dłuższej rozmowie wyszło że jego żona (cechy szczególne: zielone, oczy, usta, zęby i włosy, ale bardzo piękna) może niekoniecznie została porwana, a sama próbowała dostać się do wnętrza ruiny pod miastem.

Po odprawieniu Geirn'a, Tyrion zabrał się za badanie pomarańczowej cieczy, Vinchiban mu towarzyszy, a Aafasi wyszedł, żeby przyjrzeć się bliżej Hozai.

Sesja z dnia 2017-01-31

Po spotkaniu z burmistrzem drużyna poszukiwaczy postanowiła się rozdzielić, żeby zebrać możliwie najwięcej informacji przed wyprawą do ruin. Vinzi z Tyrionem pozostali w karczmie, żeby zbadać tajemniczą pomarańczową substancję, otrzymaną od burmistrza, Aafasi natomiast postanowił przyjrzeć się działaniom kultystów.

Po spędzeniu niecałej godziny w okolicy rynku, okazja w końcu się nadarzyła - kultyści zdaje się wykonali swoje zadanie na rynku, jakiekolwiek by nie było, i cała grupa zaczęła zmierzać z powrotem do swojej kryjówki. Aafasi postanowił iść za nimi, żeby dowiedzieć się więcej.

W międzyczasie Tyrion oraz Vinzi zawzięcie badali tajemniczą pomarańczową substancję - z pomocą wiedzy i ksiąg Tyriona wyglądało to obiecująco. Niestety bogowie nie byli dziś litościwi dla naszych bohaterów - Tyrion, obracając w palcach fiolkę z płynem, przypadkowo upuścił go na podłogę. Ciecz, dymiąc i sycząc, wsiąkła w deski karczmy, wydzielając paskudny zapach… Chwilę później do karczmy wrócił Aafasi, widocznie czymś zaalarmowany. Wymienił się z grupą pozyskanymi informacjami - wprawdzie nie udało mu się wyśledzić kryjówki kultystów (chociaż prawdopodobnie nie było to w Druissi wielką tajemnicą), za to jeden z kultystów dał mu notatkę; najwidoczniej chciał się spotkać z poszukiwaczami przy wejściu do miasta.

Nasi bohaterowie postanowili spotkać się z tajemniczym kultystą. Żeby zachować bezpieczeństwo, tylko Aafasi miał z nim rozmawiać - pozostałą dwójka schowała się w pobliskich krzakach. Okazało się, że kultysta nie zgadza się z doktrynami głoszonymi przez starszyznę kultu, dlatego poprosił nas o przyniesienie mu jak największej ilości próbek gleby, fauny i flory, które znajdziemy w podziemiach. W zamian zaoferował nam potężny artefakt. Zmierzamy do ruin tak czy inaczej, więc dlaczego nie mamy przy okazji zarobić kilku shinów na boku…?

Wreszcie wyruszyliśmy. Po okrążeniu wzgórza naszym oczom ukazały się przedziwne struktury, wystające z ziemi - niepodobne do niczego, co widzieliśmy wcześniej. Co jakiś czas widzieliśmy coś na kształt wejść, ale wszystkie były zbyt małe, żeby nas pomieścić - nawet cypher Tyriona nie był w stanie otworzyć nam przejścia; dopiero po długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć szczelinę, którą mogliśmy poszerzyć na tyle, żeby się w niej zmieścić.

W środku panował mrok, więc Vinzi użył Glowglobe’a, żeby oświetlał nam drogę przed nami. Podłoga była chyba mostem, zawieszonym nad przepaścią, bo w dali widzieliśmy jakieś tajemnicze światła. Czyżby zatem wzgórze było w środku całkiem wydrążone…? Ściany oraz sufit zrobione były z gładkiego synthu, nie poddającego się naszym naciskom. Po kilku krokach zauważyliśmy, że podłoga ugina się nam pod nogami - momentami zapadaliśmy się nawet po kolana! Nie pozostało nam jednak nic innego, jak przeć do przodu…

Po chwili tunel rozszczepił się na dwoje; mieliśmy teraz do wyboru dwa kierunki marszu. Zanim zdążyliśmy zdecydować, co dalej, ciekawski Aafasi odciął kawałek zwisającego z sufitu materiału. Jak się okazało, nie było to najmądrzejsze posunięcie… Zaatakowały nas metalowe pająki!

Walka była ciężka - byliśmy niedoświadczeni i nie znaliśmy się dobrze z Tyrionem, z Vinzim też nie widzieliśmy się od lat… Ale odnieśliśmy sukces - przed nami leżały cztery metalowe truchła. Tyrion nieomal przypłacił tę walkę życiem, Aafasi też nie wyglądał za dobrze - jedynie Vinzi wyszedł z potyczki jako tako. Bohaterowie spojrzeli po sobie - zdali sobie sprawę, że tą przygodę mogą przypłacić życiem i że podczas następnej walki mogą nie mieć tyle szczęścia…

Sesja z dnia 2017-03-14

Eksploracja podziemi przyniosła odkrycie, że postacie znajdują się na jakiegoś rodzaju balkonie zawieszonym nad większym obszarem, gdzie jakieś punkty świetlne przemieszczały się w ciemności. Odgradzała ich metalowa siatka, pod prądem jak się okazało, ale dość szybko odkryli sposób na odcięcie zasilania. Rozcięcie siatki było kwestią czasu i w taki sposób za pomocą liny bohaterowie zeszli kilka metrów w dół.

Mokre, bagienne podłoże nie było zbyt zachęcające, do tego swojego rodzaju las niebieskich roślin utrudniał rozeznanie się w okolicy. Pomiędzy nimi biegały niewielkie półmechaniczne gryzonie, udało się złapać ze 2 sztuki, jednego Tyrion przerobił na cyphera, a drugiego Aafasi przechowuje dla Hozai, który prosił o próbki.

Eksploracja pomieszczenia przyniosła wiedzę, że jest to poważnie wielki i wysoki obszar, po środku jeszcze wyższy. Na wschodzie i zachodzie są drzwi z płynącej wody i z lodu, a na południu otwarte przejście do zalanego pomieszczenia. Od tego ostatniego zaczęli.

Kilka metrowej wysokości schodów prowadziło do zbiornika z wodą, Tyrion lewitując, a pozostali zwyczajnie zeszli po nich do wody. Usłyszeli głosy, między innymi jakąś kobietę wołającą Geirn'a, kilka postaci podpłynęło bliżej w ich stronę. Rozpoznali żonę Geirn'a i już mieli ją wyciągnąć z wody, kiedy okazało się, że to była tylko jej głowa, wraz z innymi głowami, zaczepiona na jakiegoś rodzaju pałąkach wystających z grzbietu ogromnego skorupiaka, jaki ich w tej chwili zaatakował.

Przeciwnik był poważny, bohaterowie po paru sekundach zdali sobie sprawę, że nie mają szans i uratowali się ucieczką.

Sesja z dnia 2017-03-28

Po udanej ucieczce przed olbrzymim skorupiakiem bohaterowie ponownie skierowali się ku drzwiom, zauważonym przez nich wcześniej. Po długiej i wnikliwej analizie problemu, jakim okazały się zamknięte szczelnie drzwi, okazało się, że są to drzwi… Rozsuwane! Uradowana odkryciem grupka śmiało wkroczyła do niewielkiej w sumie sali, wyglądającej na jakiegoś rodzaju pomieszczenie kontrolne. Aafasi natychmiast zabrał się za pobieranie próbek fauny w postaci świecących, ciepłych robali pełzających sobie niewinnie po ścianach. Kiedy skończył, cała drużyna przeczesała dokładnie pomieszczenie, znajdując aż 5 różnych cypherów - na pewno okażą się przydatne w ponownej walce ze skorupiakiem posiadającym głowy mieszkańców Druissi i okolic. Oprócz tego znaleźli jeszcze tajemniczą notatkę z rysunkiem jakiejś Numenery oraz napisem, informującym ich, że ciepło naprawia pęknięcia, cokolwiek by to nie znaczyło… (quest flag activated!). Być może ktoś na powierzchni będzie wiedział więcej o tajemniczym rysunku.

Dokładna analiza drugich drzwi w głównym pomieszczeniu tego podziemia ujawniła taki sam mechanizm, jak w przypadku pierwszych drzwi - zwyczajnie odsuwały się one na bok! W środku bohaterowie zostali zaskoczeni przez pułapkę, która część z nich niemal upiekła żywcem. Obecność tej pułapki umożliwiła im jednakże zauważenie panelu kontrolnego na ścianie, który może mieć coś wspólnego z kolejnymi zamkniętymi drzwiami na tym poziomie. Dalsza eksploracja korytarzy nie ujawniła żadnych nowych ciekawych pomieszczeń, czy kryjówek - jedynie trzy pary zamkniętych na głucho drzwi.

Po powrocie na powierzchnię bohaterowie spotkali się z człowiekiem, który poprosił ich o zebranie próbek z jaskiń pod miastem - był szczególnie zainteresowany mechaniczną, świecącą ni to małpką, ni to psem. Obiecał, że będzie w stanie stworzyć dla nich potężny artefakt, jeżeli dostarczą mu więcej próbek. Spotkanie z Geirnem zaowocowało obietnicą nagrody - jeżeli tylko bohaterom uda się zgładzić bestię, która odebrała tamtemu żonę. Bestia była już tak dobra jak martwa

Sesja z dnia 2017-04-11

Wypoczęci i przygotowani do nowych wyzwań, awanturnicy wrócili do podziemi rankiem następnego dnia. Niektórych chęć odkrycia kolejnych cudów i tajemnic podziemi wręcz rozpierała, popychając do natychmiastowego działania: o ile Vinci i Afasi przystanęli na chwilę przed zanurzeniem się w ciemny korytarz, by zaaplikować sobie jakieś środki pozwalające lepiej widzieć w mroku, to głodny wrażeń Tyrion wyrwał do przodu, nie bacząc na niesprzyjające warunki… tylko po to, żeby wywrócić się o jakąś niewidoczną przeszkodę kilkanaście kroków dalej. Na szczęście miękkie podłoże zamortyzowało upadek nano a dalsza wędrówka przebiegła bez przeszkód.

Drużyna zeszła – a właściwie zjechała wcześniej odkrytą rynną - do głównej sali, porośniętej niebieskimi roślinami. Mieli przed sobą trzy możliwe drogi – lodowe i wodne drzwi po obu stronach oraz basen z mesomimem naprzeciw – ale żadnego skrystalizowanego planu od czego zacząć najpierw. Dlatego kiedy |mózg” wyprawy – Tyrion – zastanawiał się, co dalej, dwóch wojowników rozglądało się po okolicy, stopniowo oddalając się do nano.

Vinchiban miał więcej „szczęścia” w swoich „łowach” - kiedy zamierzał już wracać do reszty, katem oka zauważył, że łodygi roślin kołyszą się wyraźnie; instynktownie odskoczył w tył, dobywając broni… Przeczucie go nie za wiodło; widząc że zostali dostrzeżeni, z chaszczy wychynęła czwórka ludzi, noszących podróżny sprzęt. Nie wyglądali specjalnie groźnie w oczach zawodowego wojownika, ale najwidoczniej przewaga liczebna dodała im pewności siebie, bo od razu zasypali Vinziego gradem napastliwych pytań:

  • Kim jesteś?
  • Co tu robisz?
  • Wstęp wzbroniony, tu nie ma nikt prawa przebywać!

Wojownik skrzywił się; mimo „cywilnych” ubrań po chwili rozpoznał w przybyszach członków sekty z miasteczka, Hozai. Tych samych, których rad był się pozbyć burmistrz, i którzy byli zdecydowanie przeciwni eksploracji podziemi. Vinziemu nie chciało użerać się z bandą religijnych świrów – ani tym bardziej odpowiadać na niegrzeczne pytania. Górując nad kultystami, przyjął jeszcze bardziej imponująca postawę, niedwuznacznie kierując ostrze miecza w ich stronę i tonem nie znoszącym sprzeciwu kazał im się wynosić.

Komunikat został na szczęście właściwe odebrany; zdetonowani przybysze zaczęli z powrotem wycofywać się między zarośla, pomrukując coś pod nosem, i wydawało się że konflikt został bezpiecznie zażegnany, kiedy na scenę wkroczył Tyrion i spieszący za nim Afasi, najwidoczniej zwabieni głosami toczącej się niedaleko rozmowy.

Nano z właściwą sobie bezpośredniością i swadą zaczął rozmawiać z kultystami… i nawet osiągnął jakiś efekt. Na nieszczęście przyszedł mu do głowy pomysł, by przekonać przybyszy, by ci pomogli w pokonaniu czającego się pod wodą morderczego skorupiaka. Co zrozumiałe, ci nie palili się do tego – być może nie chcieli ryzykować, a być może wyczuwali w tym zaproszeniu pułapkę – więc Tyrion, uważając że ratuje sytuację, powołał się na imię innego kultysty, który był zleceniodawcą drużyny. Jeśli liczył na to, że znajome imię ociepli wzajemne relacje, to grubo się pomylił – zszokowani „zdradą” nieobecnego kompana, kultyści gwałtownie zmienili priorytety i chcieli wracać do miasteczka, by rozprawić się z nielojalnym członkiem sekty.

Do tego nie można było dopuścić; misja drużyny miała wszak być dyskretna, a interwencja kultystów nie tylko narażała na szwank jednego z jej zleceniodawców, ale też mogła wywołać polityczne niepokoje w miasteczku… nie mówiąc już o fakcie, że najwidoczniej w oczach burmistrza dobry kultysta znaczył martwy kultysta. Te i podobne myśli przeleciały najwidoczniej synchronicznie przez głowy obu glewii, bo zanim przybysze zdążyli odejść, Afasi spojrzał na Vinciego i po jednym porozumiewawczym spojrzeniu obaj ruszyli do ataku na sekciarzy… zostawiając nic nie rozumiejącego Tyriona za sobą.

Początkowo walka była dość chaotyczna; żadna ze stron nie miała wyraźnej przewagi, a gęsta roślinność i ograniczona widoczność powodowały, że na ziemię leciały ścięte potężnymi uderzeniami… rośliny, bardziej niż cokolwiek innego. Swoisty „pat' trwał do chwili, kiedy kultyści postanowili uciec się do bardziej radykalnych rozwiązań; jeden z nich sięgnął do torby i wyciągnął z niej niewielki, ale skomplikowanie wyglądający przedmiot.

Chwilę potem wszyscy mieli okazję przekonać się na własne oczy, jak niebezpieczne i niszczycielskie mogą być cyphery: z trzymanego przez kultystę urządzenia strzelił szeroki strumień jasnego światła, zalewając pole bitwy nienaturalnym blaskiem. Rośliny na drodze promienia skręcały się i zwęglały, jakby poddane ekstremalnej temperaturze, a drobne zwierzątka, pałętające się pod nogami walczących, rozbiegły się w popłochu, oszołomione nagłym wybuchem blasku.

Promień trafił wprost w pierś Vinchibana; wysoki glewia zgiął się momentalnie w ból, uderzony potężną falą bólu. Choć na jego ciele nie pojawiły się żadne obrażenia, mężczyzna wrzasnął w wniebogłosy, jakgdyby obdzierano go żywcem ze skóry. Ale przewaga kultystów trwała krótko; złamany, ale wciąż nie pokonany wojownik powoli podniósł się z kolan i unosząc broń nad głową, z furią natarł na strzelca. Uderzenie włóczni był tak silne, że przebiło kultystę na wylot; sekciarz wybałuszył oczy, jakby nie wierzył w to, że z jego piersi wystaje drzewce broni. Ale rozszalałemu Vinchibanowi było jeszcze mało; z okrzykiem napiął mięśnie, podrzucając nabitego na broń przeciwnika z górę, a potem z impetem rzucił nim o ziemię; kiedy opierał nogę na piesi pokonanego, by wyszarpnąć ostrze z ciała, błoto pola bitwy przybierało już ciemnoczerwony kolor…

Losy bitwy odwróciły się nagle; kolejny kultysta padł równie szybko jak pierwszy, tym razem z rąk Afasiego, dwóch próbowało uciekać. Jeden z nich nie miał szczęścia; zginął twarzą w błocie jak poprzedni, lecz drugi który wcześniej oddalił się nieco od jatki, by razić drużynę z kuszy, miał przewagę dystansu. Korzystając z tego, że trzej awanturnicy byli zajęci rozprawą z jego kompanami, kultysta dobiegł do zostawionej poprzedniego dnia przez drużynę liny i zaczął wspinać się na półkę prowadząca do wyjścia. Nie zniechęciło go do tego nawet kilka celnie wymierzonych bełtów, które poleciały w jego stronę.

Można było pomyśleć, że cała walka na nic – jeden uciekinier z pewnością doniósłby reszcie sekty, co stało się w podziemiach, a drużyna była zbyt daleko, by go dogonić, szczególnie że przewidujący przeciwnik, choć poważnie ranny, zdołał zabezpieczyć swoją drogę ucieczki, zabierając ze sobą linę. Afasi jednak nie zamierzał się poddawać; kiedy Vinzi i Tyrion dumali nad sposobem dostania się na górę, zręczny glewia wziął spory rozbieg i pomagając sobie rapierami niczym hakami do wspinaczki… wbiegł po ostro nachylonej „zjeżdżalni” na górę półki, odcinając uciekinierowi drogę. Jak się okazało – niepotrzebnie. Kultysta najwidoczniej poczuł się zbyt bezpiecznie i podszedł zbyt blisko krawędzi półki, chcąc zapewne jeszcze raz spojrzeć na swoich prześladowców… i padł martwy, rażony umysłowym atakiem Tyriona, dla którego oddzielająca półkę siatka nie była żadną przeszkodą.

Poranieni i zmęczeni – ale zwycięscy – awanturnicy szybko uporali się z szabrem i „uporządkowaniem” pola bitwy tak, by zatrzeć ślady ewentualnej potyczki. Niektórzy nawet, mimo ran i bolących mięśni, czuli się nieco silniejsi po starciu, jakby ciężka przeprawa dodała im doświadczenia i mocy. Pozostał tylko problem ciał – zostawienie ich na widoku nie wchodziło w grę, a podziemny kompleks nie miał zbyt wielu miejsc, gdzie można było ukryć cztery trupy. Po krótkiej naradzie trójka awanturników doszła do najbardziej oczywistego rozwiązania – czyli utopienia zwłok w basenie na południu kompleksu. I kiedy obciążone zwłoki z satysfakcjonującym pluskiem pogrążyły się w topieli, uwalniając tym samym drużynę od kłopotu, zmącona woda zafalowała gwałtownie, ukazując wypełzającego z głębi odrażającego skorupiaka, najwidoczniej zwabionego na powierzchnię zapachem świeżej krwi…

Sesja z dnia 2017-04-25

Na widok mesomeme, dzielni bohaterowie zrobili równie dzielny taktyczny odwrót. Dalsza eksploracja podziemi zaprowadziła ich ponownie do korytarza z 3 zamkniętymi drzwiami. Podczas gdy Tyrion i Vinchiban dumali nad urządzeniem w ścianie, który wyraźnie było powiązane z ruchowym filarem, Aafasi niewiele kombinując zastosował zasadę brute-force na drzwiach z zadrapaniami.

Tłukł w nie dobre kilka minut kiedy po kolejnym jego uderzeniu huknęło aż ziemia się zatrzęsła! Wielce zadowolony z siebie wziął kolejny zamach, ale huk się powtórzył zanim zadał cios drzwiom. Za jego plecami drzwi otworzyły się i wyszedł z nich 2 metrowy beczułkowaty automaton z tarczami i rzeźnickimi ostrzami zamiast ramion.

Próba podjęcia potyczki na niewiele się zdała, nowy przeciwnik był ulepiony ze zdecydowanie twardszej gliny niż bohaterowie przywykli, a do tego skutecznie osłaniał się tarczami, a jak szarżował to nawet nie ma co opowiadać. Zastosowano ponownie taktyczny odwrót, który powoli staje się ulubioną metodą walki tych dzielnych postaci. Uciekli na półkę w pomieszczeniu z niebieską roślinnością, automaton widocznie nie potrafi poruszać się po linie.

Epilog

Wyszli z tunelu, nieźle roztrzęsieni, Tyrion stwierdził dość prozaicznie, że to koniec, czas zabierać się stąd, bo to ponad ich siły. Vinchiban na te słowa zacisnął dłonie na rękojeści broni i pełen wigoru rzucił, że on wraca, gdyż nie godzi się tak zostawić przyjętego zlecenia. Tyrion pokręcił tylko głową, spojrzał w las, który stał zieloną ścianą raptem kilkadziesiąt metrów przed nimi, zrobił parę kroków przed siebie… „I pozwolisz mi ot tak pójść?” Milczenie Vinchibana nie zdradzało myśli krążących w jego głowie, Tyrion kontynuował bezlitośnie… „Jesteś w końcu moim zaprzysięgłym ochroniarzem” i zrobił kolejny krok… „Chodź, wrócimy tu kiedyś dokończyć robotę, obiecuję…”

Vinchiban zwiesił głowę i zrezygnowany podszedł do Tyriona. „Ale na pewno wrócimy? Nie będę mógł spać spokojnie do czasu aż nie załatwimy tego jakoś lepiej.” Tyrion odparł: „Na pewno, nie wiem kiedy, ale na pewno…”. „Oby tylko nie było za późno”, skwitował Vinchiban. Ruszyli w stronę lasu, kilka kroków za nimi w milczeniu szedł zamyślony Aafasi.

Koniec… a może początek czegoś nowego?

Dyskusja

ostatnio zmienione: 2017/11/15 06:04