Strażnicy Jutra

Przed Kataklizmem ludzkość wspięła się na wyżyny nauki, a pośród ich największych osiągnięć były olbrzymie okręty bojowe kierowane przez psionicznych nawigatorów. Kataklizm zniszczył jednak je wszystkie w mgnieniu oka… Legenda głosi że z wyjątkiem jednego - Mściciel, który akurat żeglował w pobliżu wybrzeża, rzekomo przetrwał nagły odpływ morza i do dziś leży strzaskany na jego dawnym dnie. Gdzie? Tego nie wie nikt.

Pierwszy scenariusz dłuższej kampanii (jeśli grający będą chcieli kontynuować), setting to późne low-tech postapo (tzn raczej Fallout 2 niż 1, a nawet bardziej tribal niż Fallout 2). Grane na poważnie, w konwencji action-adventure, z drobnymi elementami dungeon crawl'a (ta przygoda).

System

  • System RPG: Adventurers 1ed
  • Setting: Nowy Świt
  • Modyfikacje systemu/settingu/mechaniki: te które wprowadza setting

Terminy i info

  • Termin następnej sesji: (zakończone)
  • Miejsce następnej sesji: roll20
  • Regularność spotkań: co 2 tygodnie od 25 lutego 2020
  • Gdzie koordynowane/metoda kontaktu: forum na roll20

Gracze i postacie

  • Mistrz gry: Cyber Killer
  • Limit graczy: 3
  • Grają:
    • Chiquita - Scrooge - bandyta
    • Lacky - Jimmy - śmieciarz
    • Bujas - Magnus - poszukiwacz wiedzy

Scrooge

Prosty złodziejaszek z Czarnej Twierdzy. Od pokoleń „fach” przekazywany z pokolenia na pokolenia. Wyspecjalizowany w posługiwaniu się bronią sieczną. Słuchając opowiadań/legend o niesamowitych przygodach postanowił wyjść z warowni by zostać bohaterem krainy.

Jimmy

W sumie nikt nie wie skąd jest Jimmy. Roztacza dookoła siebie atmosferę farciarza, który tylko dzięki wrodzonemu szczęściu jeszcze nie zawisł na słupie w jakieś cytadeli. Może to też tłumaczyć dlaczego w niektórych ludzkich siedziskach woli się nie pokazywać na oczy lokalnym mieszkańcom.

Magnus

Już od małego wykazywałem zdolności w zakresie pojmowania otaczającego mnie świata, rodzice zawsze chwalili mnie przed znajomymi. Żyliśmy w jednej z cytadel położonej wysoko na jednym z, jak to udało mi się doczytać, drapaczy chmur. Niestety sielankowe życie nie trwało zbyt długo. Pewnego dnia drożdże zgniły. Ojciec z bratem wyruszyli na poszukiwanie nowych, jednak nieskutecznie - słuch po nich zaginął. Minęło parę lat i jeden z podróżnych przyniósł zarazę do naszego miasta. Moja matka zachorowała, nie zastawiając się postanowiłem wyruszyć w poszukiwaniu wiedzy jak ją uzdrowić. Przemieszczając się między kolejnymi cytadelami spotkałem moich dwóch kompanów - Jimmiego i Scrooga.

Zapis wydarzeń z sesji

Sesja z dnia 2019-10-22

Zapoznanie z systemem i tworzenie postaci.

Sesja z dnia 2019-11-12

Opis by CK

Bohaterowie budzą się skuci łańcuchami w małej celi na statku powietrznych piratów, dowiadują się że mają być sprzedani na targu niewolników w Śmigłoporcie. Jeden z nich słyszy głos w głowie, dający podpowiedzi, korzystając z tego zwabiają strażnika do celi, obezwładniają go (ostatecznie) i wychodzą. Na pokładzie następuje szybka potyczka z innymi piratami, z której bohaterowie czym prędzej się wycofują. A na końcu statku znajdują hangar z bezsilnikowymi samolotami, kradną jeden i odlatują.

Lądują po środku dziwnego lasu złożonego z ciernistych pnączy, gdzie tu i ówdzie leżą rybie szkielety. Oskubują swój pojazd ucieczki ze wszystkiego co może być przydatne i idą w las. Po wędrówce robią nocleg, w nocy słychać zwierzęce piski. Następnego dnia docierają nad skarpę (ale w miarę łagodną) i widzą niezwykły krajobraz ciągnący się aż po horyzont. Teren usiany jest nietypowymi formacjami skalnymi(?), wszystkie białe i mają dość fraktalne kształty.

Omijają cichaczem roślinne zagrożenie ze strony trujących kwiatów, dalej natrafiają na ogromny szkielet ryby, po środku którego znajduje się coś połyskującego. Skuszeni zyskiem wchodzą na ruchome piaski, ale szczęśliwie udało się z nich wydostać. Następnie dużo ostrożniej docierają do błyszczącego przedmiotu, którym okazuje się być jakaś nietypowa dzida (harpun).

Zadowoleni z siebie wychodzą z obszaru ruchomych piasków, kiedy na około ich słychać ten pisk, który nawiedził ich już nocą, tylko że teraz źródło pisku jest wszędzie na około i całkiem blisko.

Sesja z dnia 2020-03-24

Opis by Lacky

Jimmy poczuł lekkie wibracje pod stopami. Po chwili dookoła nich z hukiem wypełzły spod piachu karaluchy wielkości dorodnego psa. Magnus i Scrooge rzucili się na jednego z nich, ale karaluch zdawał się przewidywać ich wszystkie ruchy i przebierając swoimi nóżkami omijał wszelkie próby ataku. Jimmy próbował w pojedynkę walczyć z karaluchem, który próbował zakraść się od tyłu. Jimmy znany był z szybkości w nogach, a nie w rękach więc jego próby ataku również kończyły się na uderzaniu piasku. W pewnym momencie potknął się, co bezlitośnie wykorzystał karaluch boleśnie kąsając go w prawą rękę. Jimmy o mało nie stracił przytomności, ale udało mu się zachować kontakt ze światem. Przez przyciemniony obraz dostrzegł jak Scrooge i Magnus wdrapują się na pobliska skałę. Jimmy zebrał w sobie wszystkie możliwe siły by dołączyć do nich. Gdy tylko dotarł do środka kamiennej półki i na chwilę stracił kontakt ze światem.

Nie wiedział ile tak leżał, ale po odzyskaniu przytomności zastał Scrooge’a stojącego na krawędzi skały i odpędzającego robale mieczem oraz Magnusa, który wyglądał jakby nad czymś intensywnie myślał z zamkniętymi oczami. Gdy Jimmy już sobie o wszystkim przypomniał, wyciągnął z plecaka swój miotacz harpunów i zaczął strzelać do jednego z robali. Niestety wszystkie pociski padały pod na tyle dużym kątem, iż ześlizgiwały się z chitynowych pancerzy. Wtedy karaluchy zaczęły eksplodować, jeden po drugim. Tak po prostu. Gdy już ostatni robal zakończył swój żywot niczym nadmuchana żaba, Scrooge i Jimmy stali jeszcze tak chwilę cali lepiący się od rozprysków z karaluchów i zastanawiający się co tu właściwie się stało. Jimmy wcześniej słyszał, iż ludzie o zdolnościach psionicznych są w stanie wykończyć swoją ofiarę na wiele sposobów, ale nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.

Po chwili odpoczynku trzeba było odpowiedzieć sobie na pytanie „Co dalej?”. Magnus właściwie bez chwili zastanowienia powiedział, iż idą na wschód twierdząc, iż „ma przeczucie”. Po kilkugodzinnym marszu pomiędzy kamieniami wyglądającymi jak rośliny, na skraju tego nietypowego „lasu” ujrzeli dziwną metalową budowlę. Żaden z nich wcześniej nie widział niczego podobnego. Tym bardziej nie rozumieli czemu taki „pałac” został wybudowany i porzucony na środku pustyni, z dala od ludzkich osad. Z daleka całość wyglądała na opuszczoną, ale zachowywali mimo to czujność. Gdy się zbliżyli, Magnus odczytał dziwne starożytne symbole umieszczony na jednym z boków budynku: „USS Vindicator”, cokolwiek to znaczy.

Po obejściu budynku dookoła widać było, iż jego pomysłodawca zdecydowanie nie pomyślał o wygodnym wejściu. Jedyne dwa sposoby dotarcia jakie udało im się dostrzec, to drabina wbudowana w ścianę oraz wielka dziura wyglądająca jak pozostałość po jakimś wybuchu, a nie intencjonalne wejście. Zdecydowali się na wejście drabinką.

Drabinka kończyła się wejściem do małego pomieszczenia ze szkieletem w jednym jego rogu i metalową szafką w drugim. Drugie drzwi sugerowały, iż to pomieszczenie jest bardziej swego rodzaju korytarzem niż czymś użytkowym. Uwagę wszystkich zwróciło dziwne ubranie szkieletu, które nie przypominało niczego co by wcześniej znali. Scrooge zerwał z szyi szkieletu dziwny amulet. Magnus stwierdził, iż jest to detektor promieniowania i pozwala się przed nim chronić. Poza nim nikt nie wiedział kim był ten „Promienowań”, ale byli spokojni, że mają amulet, który ich przed nim obroni. W szafce Scrooge wygrzebał jeszcze jakąś starożytną latarkę.

Dalsza droga prowadziła przez ciemny korytarz, na końcu którego były stare metalowe drzwi, które udało się otworzyć po chwili szarpania z zabezpieczającym mechanizmem. To co zastali wyglądało jak starożytna zbrojownia. Starożytne ogniogrzmioty w dobrym stanie są dużo warte, ale to co zastali, to w większości rozpadający się w rękach złom. Mimo to Jimmy’emu udało się wypatrzeć jakąś jedną sztukę, która była jeszcze w stanie pozwalającym na jej używanie. Zbrojownia była kolejnym pomieszczeniem przejściowym.

Następny pokój oprócz dodatkowych szkieletów ubranych podobnie do tego z amuletem, był pełny dziwnych urządzeń i mebli rozstawionych wzdłuż ścian. Ilość przycisków i dźwigni sugerowała, iż kiedyś można było przy ich pomocy coś kontrolować, ale ciężko to dzisiaj ustalić. Po zrobieniu kilku kroków w głąb pomieszczenia na meblach zapaliło się dużo światełek, jedne większe, drugie mniejsze, kwadratowe, okrągłe itp. Ze ścian było słychać połączone ze sobą piski i wycia zmieszane z mową w języku, który przypominał ten, którym posługiwali się ludzie w osadach, ale trochę zmieniony. Na tych największych kwadratowych lampach można było dojrzeć różne poruszające się symbole, które zbliżały się do kropki na środku. Im były bliżej, tym wycia i piski zwiększały swoją częstotliwość. Cała trójka padła na podłogę i zasłaniała głowy rękoma oczekując najgorszego, a gdy symbole dotknęły środkowej kropki… wszystko zamarło. Wszystkie światełka zgasły. Leżeli tak jeszcze przez chwilę w obawie, iż to jeszcze nie koniec, ale jedyne co się wydarzyło, to głos mówiący im, iż mają wejść do pomieszczenia obok.

Zaczęli ostrożnie wstawać i iść w stronę drugiego przejścia. Pomieszczenie miało bardzo podobny wystrój do poprzedniego. Masa dziwnych, świecących mebli i urządzeń. W pomieszczeniu panował półmrok, a jedynym większym źródłem światła była jakaś lampa na środku pomieszczenia, które oświetlało postać staruszka siedzącego na dziwnym fotelu. To co zwróciło uwagę wszystkich, to kable wystające z tyło jego głowy i kończące się w oparciu fotela. Staruszek miał uniform podobny do tego na szkieletach. Nic nie mówił, a jedynie patrzył się na Magnusa ciężko przy tym oddychając.

Sam Magnus nagle się wyprostował i zaczął z przerażeniem w oczach patrzeć na staruszka. Scrooge i Jimmy nic z tego nie rozumieli. Nim zdążyli zareagować do pomieszczenia wpadła grupka piratów, która najwidoczniej musiała ich śledzić. Piraci nie zdążyli zapytać o zastaną sytuację, gdyż z otworów pod sufitem zaczęły wychodzić duże, białe karaluchy. Tym razem Scrooge stwierdził, iż nie ma sensu oszczędzać w środkach i wykorzystując zamieszanie podrzucił pomiędzy piratów znaleziony w zbrojowni starożytny granat. Eksplozja poza dużym hukiem zabrała ze sobą wszystkich piratów, którzy prawdopodobnie nie zdążyli się nawet zorientować co ich zabiło.

Gdy Jimmy i Scrooge siłowali się z białymi karaluchami, Magnus toczył w myślach bitwę z owym staruszkiem. Widząc, iż nie uda mu się go łatwo pokonać spróbował go zabić przy pomocy swojego ogniogrzmiotu. Nigdy wcześniej Magnus nie widział czegoś podobnego; po wystrzeleniu kula poruszała się jakby w zwolnionym tempie zostawiając jedynie na głowie staruszka lekkie skaleczenie. Czując, iż staruszek słabnie zaatakował jeszcze raz. Tym razem dziadkowi nie udało się już obronić. Kiedy osuwał się w swoim fotelu zdążył jeszcze tylko raz spojrzeć na Magnusa, który po chwili rzucił się do panicznej ucieczki krzycząc do towarzyszy by uciekali ile sił w nogach.

W obecnej sytuacji nie było czasu na zadawanie głupich pytań i ruszyli w pogoń za Magnusem. Gdy tylko wyskoczyli z budynku dojrzeli latający pojazd piratów zadokowany tuż obok. Pilnował go jeden pirat, który w pierwszej chwili nie rozumiejąc całej sytuacji zaczął celować do uciekinierów. Po chwili usłyszał krzyki jednego z nich, by odpalał maszynę. Pirat zauważył, iż nigdzie nie ma jego towarzyszy, a wycelowana w trójkę broń nie zrobiła na nich żadnego wrażenia, a do tego wygląd tego dziwnego budynku, który cholera wie czym jest.

Ostatni członek załogi po dokonaniu szybkiej kalkulacji w głowie stwierdził, iż jeżeli jego szef zginął, to kontrakt przestał obowiązywać, a zatem jedyne co mu pozostało do ocalenia, to jego własny tyłek. Szybko wskoczył na pokład i zaczął uruchamiać silnik. W międzyczasie dołączyła do niego trójka bohaterów. Kiedy zapytał ich co się stało usłyszał jedynie trzykrotne krzyki spośród sapania: „LEĆ!”. To pilotowi wystarczyło. Skoro jeszcze go nie zabili, ani ogłuszyli, to jego kontrakt z piratami faktycznie dobiegł końca.

Rozpoczął wznoszenie zgodnie z kierunkiem wiatru w celu uzyskania choć odrobiny szybkości więcej. Po kilku minutach lotu ujrzał wielki blask, którego źródło był gdzieś za pojazdem, a następnie wszyscy usłyszeli huk i poczuli falę uderzeniową, którą na szczęście była zbyt słaba, by ściągnąć ich na ziemię. Kiedy pilot ustabilizował lot poszedł na tył pojazdu zobaczyć co się stało. W miejscu starożytnej budowli ujrzał z daleka jedynie wielką dziurę w ziemi i wysoki, pionowy snop dymu. Poza Magnusem, który co chwilę bełkotał pod nosem coś o „utraconej wiedzy” nikt z nich nie widział, co tu właściwie się stało. Pilot wrócił na swoje miejsce i po chwili ciszy odezwał się do ocalonej trójki: „Nie chcecie przypadkiem zatrudnić pilota do pomocy?”.

The End

ostatnio zmienione: 2020/03/26 18:56